Ludu Warszawy, do broni! – 82 lata temu z Moskwy popłynął apel do walki, ale był podszyty propagandą, Fot. domena publiczna
30 lipca 1944 r. z radiostacji im. Tadeusza Kościuszki w Moskwie nadany został po polsku apel wzywający mieszkańców Warszawy do walki z Niemcami. Ugruntował niektóre osoby w przekonaniu, że Armia Czerwona lada moment wkroczy do polskiej stolicy i pomoże powstańcom.
Apel o takiej samej treści popłynął w eter czterokrotnie. Najpierw o godzinie 15.00, a potem 20.55, 21.55 i 23.00 nadano następujący komunikat:
„Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko przez sześć dni. Wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy, co tylko w naszej mocy, by nie zdołali powtórzyć tego samego w Warszawie. Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność”.
Trudno ocenić, ile osób ten komunikat usłyszało. Podczas niemieckiej okupacji w Warszawie nikomu nie wolno było posiadać w domu radioodbiornika. Wprawdzie, według szacunków badaczy, połowa Warszawiaków ten zakaz zignorowała, ale słuchano raczej (sporo ryzykując w razie wpadki) audycji BBC.
Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki pomimo pięknej nazwy służyła przede wszystkim nie do przekazywania informacji, ale była narzędziem propagandy. W dodatku tej sterowanej bezpośrednio z Kremla. Nadająca po polsku rozgłośnia, podobnie jak kilkanaście innych (m.in. niemiecka, hiszpańska, włoska i francuska) podporządkowana była Kominternowi, czyli Międzynarodówce Komunistycznej. Za pomocą radia Moskwa chciała oddziaływać na mieszkańców terenów kontrolowanych przez III Rzeszę. Niemcy robili coś podobnego – na ogół z mizernym skutkiem – z nazywanych „szczekaczkami” ulicznych megafonów.
Zdając sobie sprawę z tego, że Moskwie chodzi wyłącznie o własny interes, niektóre osoby w okupowanej Polsce próbowały mimo wszystko wyłapać w emitowanych stamtąd audycjach cokolwiek, co by dodało otuchy.
Tak, przynajmniej niektórzy, odebrali apel Radiostacji im. Tadeusza Kościuszki z 30 lipca.
W Warszawie zinterpretowano go w ten sposób, że lada moment Armia Czerwona w pogoni za pobitymi Niemcami wkroczy do miasta. Dobiegające zza Wisły odgłosy radzieckiej artylerii taki rozwój wypadków uprawdopodabniały. Dla części dowództwa Armii Krajowej był to argument za rozpoczęciem zbrojnego powstania w stolicy. Chodziło o to, żeby „czerwonych” uprzedzić i przywitać ich z pozycji gospodarza, a nie petenta.
Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki już przed 30 lipca kierowała odezwy do ludności na terenach, do których zbliżała się Armia Czerwona.
W Warszawie jednak znaczenie takiego wezwania było wyjątkowe. Stolica była symbolem polskiej państwowości i miejscem, w którym od miesięcy przygotowywano się do wystąpienia przeciwko okupantowi. Kierownictwo Polskiego Państwa Podziemnego zdawało sobie sprawę z istnienia sowieckich audycji i ich propagandowego charakteru. Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki nie była dla niego neutralnym źródłem informacji, lecz elementem politycznej gry prowadzonej przez Moskwę. Nie oznaczało, że można było całkowicie zignorować oddziaływanie tych audycji na Warszawiaków.
Za szyldem w postaci Tadeusza Kościuszki stało grono polskich komunistów. Byli wśród nich Zofia Dzierżyńska, wdowa po Feliksie Dzierżyńskim, a także Jakub Berman, który już wkrótce miał się stać prawą ręką Bieruta i jedną z najważniejszych osób w strukturach narzuconej z Moskwy władzy.
Jak wskazuje historyk Waldemar Handke, po zerwaniu przez Związek Radziecki stosunków dyplomatycznych z rządem RP na emigracji i rozpoczęciu przez Stalina tworzenia własnego Wojska Polskiego, propaganda komunistyczna zaczęła budować obraz sojuszniczej armii walczącej u boku ZSRR. Nowo powstałe medium miało być narzędziem tej polityki, a nawiązania do polskich symboli i tradycji stanowiły istotny element przekazu.
Handke podkreśla, że już w materiałach pochodzących z nasłuchu rozgłośni zwracano uwagę na charakterystyczne chwyty propagandowe stosowane w audycjach. Radiostacja z jednej strony przywoływała symboliczne wydarzenia z polskiej historii, takie jak bitwa pod Grunwaldem, z drugiej kierowała konkretne wezwania do wybranych grup społecznych i zawodowych. Wśród nich były na przykład apele do kolejarzy o wzmożenie działalności dywersyjnej.
W lipcu 1944 r. sprawdzony wcześniej schemat propagandowy został wykorzystany w przełomowym momencie – gdy front zbliżał się do stolicy Polski, a Warszawiacy oczekiwali przełomu.
Użyte w apelu Radiostacji im. Tadeusza Kościuszki sformułowanie „milion ludności Warszawy” przedstawiało ludność stolicy jako zbiorową siłę, która miała aktywnie włączyć się w walkę. Kluczowy był sposób przedstawienia sytuacji na froncie. Komunikat nie informował jedynie o zbliżaniu się sojuszniczych wojsk, lecz tworzył obraz wspólnej walki przeciwko niemieckiemu okupantowi. Jednocześnie apel zawierał element, który później stał się przedmiotem wielu sporów historyków. Wzywano do rozpoczęcia walki w momencie, gdy rzeczywiste wsparcie ze strony Sowietów pozostawało niepewne.
Decyzja o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego nie zapadła wyłącznie pod wpływem radiowych komunikatów, a na pewno nie tych z Moskwy. Był to efekt wielu czynników: zbliżania się Armii Czerwonej, informacji o odwrocie Niemców, nastrojów społecznych w mieście oraz przekonania części dowódców, że należy wystąpić przeciwko okupantowi przed wkroczeniem Sowietów do stolicy. Niemniej w historiografii wciąż trwa dyskusja, jak dużą rolę odegrały lipcowe audycje w decyzjach przywódców AK. Część badaczy wskazuje, że komunikaty wzmacniały przekonanie o bliskiej pomocy sowieckiej. Inni podkreślają, że były tylko jednym z wielu argumentów.
Dla samych mieszkańców stolicy audycje te miały mimo wszystko wyjątkową wymowę. Armia Czerwona bowiem powstańcom nie pomogła, choć dotarła do Wisły. Rozbieżność między przekazem a późniejszym przebiegiem wydarzeń sprawiła, że słowa płynące z Radiostacji im. Tadeusza Kościuszki na trwałe zapisały się w historii Powstania Warszawskiego. (PAP)
Marta Panas-Goworska
mpg/