Dr Łukasz Adamski. Fot. PAP/Albert Zawada
Zdaniem dr. Łukasza Adamskiego, wicedyrektora Centrum Mieroszewskiego, takie spotkania, jak Polsko-Ukraiński Kongres Historyczny, są niezbędne do intensyfikacji merytorycznego dialogu, potrzebnego, gdy chce się rozwiązać pewne problemy. Ale nie przyniesie on przełomu natychmiast - dodał.
W Baranowie Sandomierskim (Podkarpackie) od środy trwa trzydniowy Polsko-Ukraiński Kongres Historyczny. Wydarzenie, które zakończy się w piątek wieczorem, zgromadziło około 100 badaczy, którzy dyskutowali nad trudnymi aspektami wspólnej historii i pamięci zbiorowej. W kongresie wzięli udział także przedstawiciele władz państwowych, parlamentów oraz korpusu dyplomatycznego Polski i Ukrainy.
Organizatorami wydarzenia, uznawanego za największe spotkanie historyków obu krajów, są Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego oraz Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. W 2026 r. przypada 120. rocznica urodzin oraz 50. rocznica śmierci polskiego publicysty Juliusza Mieroszewskiego, patrona instytucji, dlatego tegoroczny kongres poświęcono jego pamięci.
Wicedyrektor Centrum Mieroszewskiego (który 12 maja obejmie stanowisko dyrektora) dr Łukasz Adamski, także historyk relacji polsko-ukraińskich, podkreślił w rozmowie z PAP, że dla niego, jako współorganizatora kongresu, od początku było oczywiste, że „jest on niezbędny, jeśli chcemy pewne problemy rozwiązać.
- Ale nie przyniesie on przełomu natychmiast. Czasem są zbyt duże rozbieżności w ocenach, zbyt duże jest też różnica perspektyw - zauważył.
W tym kontekście zwrócił uwagę, że duży wpływ na interpretację przeszłości, na spojrzenie na historię ma otoczenie, w którym żyją badacze.
- My żyjemy w kraju względnie zamożnym oraz względnie bezpiecznym i inaczej patrzymy na przeszłość, niż historycy w kraju, który walczy o niepodległość, który jest biedny i który jest na pewno straumatyzowany nie tylko obecną wojną, ale i historią. Dlatego uważam, że te spotkanie są niezbędne, aby podjąć dialog, żeby rozmawiać” – ocenił dr Adamski.
Dodał, że w dialogu chodzi o to, żeby zbliżać perspektywy i obniżać poziom napięć.
- Żeby przekonywać się, że ten oponent, nawet jeśli głosi jakieś tezy, które są radykalnie odmienne od tego, co my byśmy chcieli usłyszeć, nie musi być wrogiem. Inne zdanie nie musi oznaczać, że taki oponent świadomie manipuluje, natomiast często oznacza, że ma on wewnętrzne przekonanie o swojej racji, przynajmniej w części – wyjaśnił.
Zauważył jednocześnie, że występujące podczas kongresu różnice zdań, opinii, ocen, nie zawsze przebiegały na linii polscy i ukraińscy historycy, ale często pojawiały się wewnątrz tych grup.
- Dlatego tego typu spotkania, jak ten kongres – który jest jednym z największych w ciągu ostatnich kilkunastu, a być może kilkudziesięciu lat – ma na celu po prostu rozmowę, obniżenie poziomu napięć, usłyszenie argumentacji drugiej strony, zweryfikowanie, czy może faktycznie warto uparcie obstawać przy swoim dotychczasowym zdaniu. Chodzi też o wysłanie sygnałów do opinii publicznej, że jest dialog, polemika na argumenty, a nie na emocje – podkreślił ekspert.
Przyznał też, że dla niego problemem jest „polska pamięć”, czy raczej „niepamięć” o Akcji Wisła, która była masową deportacją mieszkańców z ziem, które zamieszkiwali od wieków, tylko dlatego, że byli Ukraińcami.
- To była zbrodnia komunistyczna. I boli mnie, jako Polaka, że tak wielu nie chce rozliczyć tych „trudnych kart” w naszej historii. Boli mnie, dlaczego często uzależnia się uznanie zbrodniczego charakteru Akcji Wisła od tego, jak na Ukrainie interpretuje się Rzeź Wołyńską – podkreślił.
Zapytany o ekshumacje polskich ofiar zbrodni wołyńskiej, powiedział, że według jego wiedzy na ten rok jest zaplanowanych ich kilka, na które strona ukraińska wydała zgodę.
- Ale nie ma wciąż zgody na wiele innych wniosków polskiego IPN – zastrzegł dr Adamski.
Ocenił jednocześnie, że ukraińskie procedury związane z ekshumacją są skomplikowane i wymagają ewidentnie uproszczenia. Ale, jak zaznaczył, współpraca w tym zakresie trwa i się rozwija, dzięki przede wszystkim działaniom polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz przewodniczącego Rady ds. Współpracy z Ukrainą Pawła Kowala.
Przyznał, że docenia zmianę stanowiska Ukrainy w sprawie moratorium na ekshumacje, ale chciałby, żeby pewne zmiany prawne przeprowadzili szybciej. - Ale proces idzie we właściwym kierunku - stwierdził. (PAP)
api/ dki/