James Cagney. Fot. wikipedia
40 lat temu, 30 marca 1986 r. zmarł James Cagney – aktor i tancerz, archetyp twardziela amerykańskiego kina lat 30. Laureat Oscara za rolę w filmie „Yankee Doodle Dandy” w reżyserii Michaela Curtiza. „Być może największy aktor, jaki kiedykolwiek pojawił się przed kamerą” – ocenił przed laty Orson Welles.
„W tamtych czasach dla dzieciaka z mojej dzielnicy były tylko trzy sposoby na wyjście z sytuacji: zawodowy bokser, artysta albo przestępca” – opowiadał już jako gwiazdor kina. Urodzony 17 lipca 1899 r. w Nowym Jorku James Cagney, szybko zrozumiał, że aby zyskać szacunek otoczenia, musi umieć twardo walczyć o swoje. To przekonanie towarzyszyło mu przez resztę życia.
„Byliśmy biedni, ale chyba o tym nie wiedzieliśmy, bo wszyscy wokół nas byli biedni. Na ulicy szybko odkryliśmy jednak, że istnieje hierarchia siły, a to było trochę jak bycie bogatym – jeśli tylko umiałeś posługiwać się pięściami i dać sobie radę w walce. Zauważyłem to od razu i obserwowałem twardzieli, przywódców, tych, którzy umieli się bić. Nie podziwiałem ich, bo w większości byli łobuzami, ale podziwiałem sposób, w jaki radzili sobie w starciu z facetami znacznie większymi od siebie” – wspominał cytowany w „The New York Times” aktor.
Miał sześcioro rodzeństwa, z czego dwoje zmarło niedługo po urodzeniu. Sam także był chorowity. Lubił przeglądać gazety. Fascynowały go zawarte w nich ilustracje, które później, ku uciesze swojej matki, godzinami kopiował na pozyskanych z pobliskiej drukarni kartkach. Pomimo trudnej sytuacji materialnej rodziny, Carolyn nie traciła pogody ducha, co udzielało się także dzieciom. Ojciec – James Cagney senior, miał smykałkę do matematyki. W młodości pracował jako księgowy, potem telegrafista. Po latach postanowił stanąć za barem. James junior odziedziczył po nim irlandzką odwagę i nieustępliwość.
Choć dzisiaj Cagney wydaje się nieco zapomniany, to jego wkład w historię kina jest bez wątpienia niebagatelny. „Był uosobieniem wielkomiejskiej waleczności, twardzielem z ulicy, który osiągnął sukces dzięki szerokiemu uśmiechowi, zręcznym ruchom i jeszcze większej zaradności. Dla całego pokolenia komików parodiujących innych ludzi mimika Jimmy'ego Cagneya stała się częścią standardowego repertuaru” – pisał w 1986 r. na łamach magazynu „Time” Richard Lacayo.
Zdaniem Rogera Eberta „cokolwiek robił, uchodził za jednego z najbardziej dynamicznych aktorów w historii kina – niski mężczyzna o przeciętnej urodzie, którego wewnętrzne napięcie sprawiało, że był w centrum uwagi w każdej scenie”. Aktorstwo nie było jednak jego dziecięcym marzeniem. Bardziej fascynował go... taniec. Zaczął nawet naukę stepowania. Był usportowiony, przez co trenerzy często zachęcali go do zajęcia się jakąś dyscypliną, czemu jednak stanowczo sprzeciwiała się matka.
W wieku 19 lat dostał się na Uniwersytet Columbia, gdzie podjął studia z zakresu sztuki. Jednak z uwagi na śmierć ojca zrezygnował, po zaledwie jednym semestrze. Czuł, że musi pomóc w utrzymaniu rodziny. Imał się różnych dorywczych prac – był m.in. chłopcem na posyłki w jednej z miejscowych redakcji, odźwiernym w hotelu i nocnym portierem. Dorabiał także jako młodszy architekt i depozytariusz w Nowojorskiej Bibliotece Publicznej.
Zainteresowanie filmem pojawiło się nieco z przypadku. Po odwiedzinach u swojej ciotki z Brooklynu, mieszkającej niedaleko Vitagraph Studios, postanowił przejść przez ogrodzenie i popatrzeć na wyświetlane filmy z popularnym wówczas aktorem Johnym Bunnym. Zachęciło go to na tyle, że także zechciał spróbować swoich sił w aktorstwie.
Początkowo brał udział w amatorskich sztukach, pantomimach, wykorzystywał swoje umiejętności taneczne i pomagał za kulisami. Matka nie była tym zachwycona. Wolała, by James zdobył porządny zawód. Aby ją uspokoić, zatrudnił się jako makler. Nie zrezygnował jednak z aktorskich zainteresowań. Pewnego razu udał się na przesłuchania do musicalu. Dostał się. To odmieniło nie tylko jego życie zawodowe, ale także prywatne. Podczas prób poznał bowiem Frances Willard „Billie” Vernon – swoją przyszłą i jedyną żonę. Zaczęli występować razem w wodewilach, na Broadwayu. Z czasem James dostawał coraz lepsze role z coraz wyższą gażą, którą często dzielił się z rodziną.
„Siłą Cagneya jako aktora był całkowity brak pretensjonalności. W głębi serca był chłopakiem z klasy robotniczej, który podchodził do aktorstwa tak, jakby to była kolejna praca, przy której trzeba zakasać rękawy. Ograniczał analizę psychologiczną do minimum i uważał, że najlepszymi aktorami na świecie są dzieci” – ocenił w 2004 r. scenarzysta Sean Macaulay.
Pierwszy raz na ekranie pojawił się w „Sinners’ Holiday” (1930) w reżyserii Johna G. Adolfiego. Prawdziwą popularność przyniósł mu występ w gangsterskim filmie „Wróg publiczny nr 1” (1931) w reż. Williama A. Wallmana. Rola u boku Jean Harlow pokazała, jak duże drzemią w nim możliwości. Szczególnie, jeśli chodzi o kreowanie ról gangsterów.
Po premierze Cagney niemal z miejsca stał się gwiazdą kina. „»Wróg publiczny« to jego piąty film. To właśnie tam brutalnie rozgniata połowę grejpfruta na twarzy Mae Clark. Pomysł ten, zainspirowany podobno omletem, który prawdziwy gangster, Hymie Weiss, przyłożył do twarzy swojej kochanki, powróci później w innych formach w filmach noir” – zauważono we francuskim „Le Monde”.
W Ameryce lat trzydziestych pojawiła się moda na filmy gangsterskie. Cagney świetnie wstrzelił się w ten czas. Potrafił dać zarówno producentom, jak i publiczności to, czego oczekiwali. „Nikt nie miał takiego stylu jak Cagney – ten zadziorny, zarozumiały karzełek, który był gangsterem numer jeden w wytwórni Warner Bros, która w latach 30. i 40. XX wieku wyspecjalizowała się w filmach tego gatunku” – ocenił w 2005 r. na łamach „The Guardian” Rob Mackie.
„W filmach gangsterskich lat trzydziestych źródeł przestępczości upatrywano w niedostosowaniu człowieka do mechanizmów społecznych. Tom Powers (James Cagney) z »Wroga publicznego« odrzuca reguły społeczne i zostaje groźnym gangsterem, jego brat – wychowywany w tych samych warunkach – wiedzie uczciwe, zgodne z prawem życie” – czytamy w monografii „Świat był przemoczoną pustką. Czarny kryminał Raymonda Chandlera w literaturze i filmie”, autorstwa Patrycji Włodek.
Po wejściu w życie kodeksu Hayesa, nie chcąc zaszufladkować się jako filmowy brutal, zaczął grać także w komediach i filmach tanecznych. „Cagney próbował wyswobodzić się od etykietki okrutnika i brutala. Przyjmował role komediowe, zdarzało mu się także tańczyć i śpiewać na ekranie. Ale świat zbrodni nie chciał z niego zrezygnować, nawet wówczas, gdy był obrońcą ładu w filmie »Poza prawem« Williama Keighleya z 1935 r. i policjantem w »Dzielnym Johnnym« Johna G. Blystone’a w 1936 r.” – czytamy w „Filmie”.
W 1938 r. po raz pierwszy został nominowany do Oscara. Akademia doceniła go za kreację w filmie Michaela Curtiza „Aniołowie o brudnych twarzach”, w którym Cagney wcielił się w postać Rocky’ego Sullivana – chłopca pochodzącego z nowojorskiego Lower East Side’u, który po latach staje się sławnym gangsterem.
„Atutem filmu jest brawurowe aktorstwo: grając wielokrotnie przegranego życiowo Sullivana, Cagney znajduje patos, charyzmę, wiarę w siebie i skuteczność ulicznych sztuczek swojego bohatera. Rocky patrzy z radością i nadzieją na przyjaciela z obcego już świata, w którym nie potrafi – czy nie chce – znaleźć; a może to ks. Jerry nie potrafi dotrzeć do swego druha z młodości?” – ocenił filmoznawca ks. Andrzej Luter.
Rok później na ekrany wszedł film „Burzliwe lata dwudzieste”. U boku Cagneya – wówczas już najlepiej opłacanego aktora studia Warner Bros i drugiego w Hollywood, wystąpił Humphrey Bogart. Kryminał w reżyserii Raoula Walsha uznaje się obecnie za klasyk kina gangsterskiego. Dwa lata później ponownie zagrał u Walsha, tym razem w komedii – filmie „Rudowłosa” z Ritą Hayworth i Olivią de Havilland w rolach głównych.
Historyk filmu Łukasz A. Plesnar ocenił, że „ostatnim wielkim filmem gangsterskim, przed przemianą tego gatunku w kino czarne (film noir), były »Burzliwe lata dwudzieste« Raoula Walsha z Jamesem Cagneyem i Humphreyem Bogartem w rolach rywalizujących ze sobą gangsterów”. „Utrzymany w quasi-dokumentalnym stylu obraz kończy się śmiercią obu antagonistów; pamiętna jest scena agonii Eddie’ego (Cagney) na ośnieżonych schodach kościoła, przywodząca na myśl Pietę Watykańską Michała Anioła” – podsumował Plesnar.
Występ w musicalu Michaela Curtiza „Yankee Doodle Dandy” (1942), przyniósł Cagney’owi Oscara – jedynego, jak się później okazało. „Zawsze uważałem, że w tym biznesie jesteś tylko tak dobry, jak uważają o tobie inni. Miło jest mieć świadomość, że według was wykonałem dobrą robotę” – powiedział odbierając statuetkę. Co ciekawe początkowo w rolę George’a M. Cohana – amerykańskiego aktora, pisarza, tancerza i śpiewaka, wcielić miał się Fred Astaire. Ostatecznie jednak odmówił.
W 1949 r. pojawił się w ostatnim gangsterskim filmie. Mowa o „Białym żarze” w reżyserii Raoula Walsha z Virginią Mayo w głównej roli kobiecej. Aktor kreuje w nim postać Arthura „Coddy’ego” Jarretta, rozszalałego i obłąkanego przestępcę z impulsywnym temperamentem. „Cagney powrócił do roli gangstera w jednym z najbardziej wybuchowych obrazów, w jakim kiedykolwiek zagrał” – recenzował w „The New York Times” Bosley Crowther.
Francuski krytyk Jacques Mandelbaum określił Cagneya mianem wielkiej gwiazdy „pełnej werwy i gniewu”, porównując przy tym tego „irlandzkiego robotnika” do „pozbawionego zawleczki granatu”. „Cagney narzucał swoim rolom więcej, niż one narzucają jemu. Wyćwiczone tiki, szybki umysł, tempo jak z karabinu maszynowego, wysoki i szyderczy głos, energiczny chód, falujące ramiona, wykrzywione usta” – wymieniał w „Le Monde” Mandelbaum.
„Elektryzująca ekranowa osobowość Cagneya, w połączeniu z dotkniętą kryzysem gospodarczym Ameryką gotową kibicować granym przez niego antybohaterom – mężczyznom buntującym się przeciwko światu, którego nie stworzyli – wyniosła tego zadziornego, gadatliwego Irlandczyka do rangi legendy, znacznie przewyższającej jego trzydziestoletnią karierę filmową. Sprawiło to również, że stał się jednym z najczęściej naśladowanych aktorów w historii” – czytamy w „Los Angeles Times”.
James Cagney zagrał w kilkudziesięciu filmach. Był pierwszy twardzielem w historii kina. Archetypem hollywoodzkiego gangstera. W 1957 r. zrealizował własny film – kryminał „O dwa kroki od piekła”, oparty na powieści Grahama Greene’a pt. „Broń na sprzedaż”. Nie odniósł jednak sukcesu. Przez 20 lat odmawiał udziału w filmach – m.in. w „Ojcu chrzestnym II” (1974) w reż. Francisa Forda Coppoli, choć ten osobiście go do tego namawiał. Cagney wolał się wycofać i zaszyć na swojej farmie w Pensylwanii. Zaczął mieć problemy ze zdrowiem – zdiagnozowano u niego początki jaskry i cukrzycę. W 1977 r. przeszedł udar mózgu.
To, co nie udało się Coppoli, udało się Milosowi Formanowi, który namówił aktora do powrotu i występu w swoim filmie – „Ragtime” (1981). „Jedną z cech znakomitego aktora jest to, że na ekranie wszystko wygląda lepiej niż na planie. Jimmy ma tę cechę” – chwalił Cagneya reżyser.
Nie tylko Forman był nim zachwycony. Clint Eastwood uważa go za swojego idola, a Marlon Brando i Stanley Kubrick za jednego z najlepszych artystów w historii. „Być może był największym aktorem, jaki kiedykolwiek pojawił się przed kamerą” – ocenił w 1974 r. podczas wywiadu telewizyjnego Orson Welles.
Ostatni raz na ekranie pojawił się w 1984 r. w filmie „Straszliwy Joe Moran” w reż. Josepha Sargenta. Ze względu na stan zdrowia poruszał się na wózku inwalidzkim. Przez niewyraźną już wymowę jego kwestie musiały być dubbingowane. Zmarł 30 marca 1986 r. w Stanfordville. Bezpośrednią przyczyną śmierci był atak serca.
„Cieszył się reputacją równie silnego i zdeterminowanego poza ekranem. Przez całą swoją karierę nieustannie walczył o szacunek dla aktorów, co prowadziło do wielu konfliktów z producentem studia, Jackiem Warnerem. Być może to właśnie Warner zainspirował słynną kwestię Cagneya »Ty brudny szczurze« – kwestię, która nigdy nie padła w filmie, a mimo to jest z nim kojarzona. Cagney był ogromnie szanowany za swoje zdolności artystyczne i pomimo swojej maczowskiej osobowości znany był z tego, że miał serce ze złota i był niezwykle sprawiedliwy” – czytamy na stronie New York City Theatre. (PAP)
Mateusz Wyderka
mwd/ dki/