Edward Dembowski na czele procesji z 27 lutego 1846 na akwaforcie Józefa Bohdana Dziekońskiego. Źródło: Józef Bohdan Dziekoński, Public domain, via Wikimedia Commons
180 lat temu wybuchło powstanie krakowskie, trwało krótko i było brzemienne w skutkach. Miało być manifestacją idei demokratycznych, a pokazało ogromne rozwarstwienie społeczeństwa polskiego.
Powstanie krakowskie wybuchło 21 lutego 1846 r. Miało rozszerzyć się na wszystkie trzy zabory, ale po niespełna dwóch tygodniach skończyło się fiaskiem. Konspiratorzy, którzy stali za jego zorganizowaniem, przeliczyli się w swoich nadziejach na poparcie ze strony chłopów. W rezultacie powstanie, które miało być manifestacją idei demokratycznych i narodowej zgody, stało się dowodem na to, że większości mieszkańców ziem polskich te sprawy były obojętne.
Kraków w tamtym czasie razem z okolicami stanowił na pół samodzielną, ale kontrolowaną przez Austrię enklawę. Taki status uzyskał w 1815 r. na mocy decyzji Kongresu Wiedeńskiego.
Sytuacja w Krakowie stawała się napięta już na kilka dni przed wybuchem walk. 18 lutego 1846 r. do miasta wkroczył niewielki oddział austriacki. Zaniepokoiło to konspiratorów, pojawiły się nawet dyskusje o przesunięciu daty wybuchu powstania, ale zdecydowano się trzymać pierwotnego planu, według którego zryw miał rozpocząć się w nocy z 21 na 22 lutego. Nie wiedziano jednak o rozpoczętych trzy dni wcześniej w Galicji buntach chłopskich przeciwko dziedzicom.
W wyznaczonym czasie powstańcy rozpoczęli ostrzeliwanie oddziałów wojskowych. Dowództwo austriackie zdecydowało o wyprowadzeniu z miasta oddziałów. 22 lutego Kraków i okolice były już wolne. Do powstańczych oddziałów zgłosiło się około sześciu tysięcy ochotników, ale uzbrojenia wystarczyło tylko dla dwóch tysięcy. Opanowawszy Kraków powstańcy ustanowili Rząd Narodowy i ogłosili manifest do narodu. 24 lutego funkcję dyktatora objął Jan Tyssowski, którego sekretarzem i zaufanym doradcą został lewicowy działacz niepodległościowy Edward Dembowski.
W Galicji walki trwały bardzo krótko i zakończyły się porażką powstańców. 21 lutego z różnych stron wyruszyli oni na Sanok. Po drodze byli nękani przez chłopów. Po kilku potyczkach miasta jednak nie zdobyto. Fiaskiem zakończył się również atak na Jasło.
Nie do końca świadomy form i zasięgu buntów chłopskich, Dembowski, w imieniu władz powstańczych, podjął się misji nakłonienia chłopów do przyłączenia się do powstania. Idąc na czele procesji, z misją kontaktu z chłopami, został zastrzelony przez napotkanych żołnierzy austriackich.
Reakcja Austriaków na powstanie była szybka. 1 marca wojsko stanęło pod Krakowem i zażądało kapitulacji miasta. Dwa dni później Tyssowski zdołał opuścić Kraków na czele oddziału liczącego około półtora tysiąca powstańców, a do miasta wkroczyli Austriacy. Nowe władze aresztowały ponad tysiąc osób pod zarzutem uczestnictwa w buncie.
Oddział powstańczy wyprowadzony z miasta przez Tyssowskiego został internowany przez władze pruskie, które wydały Rosji powstańców pochodzących z Królestwa Polskiego. Jan Tyssowski po rocznym internowaniu otrzymał zgodę na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. W USA prowadził działalność polonijną. Zmarł 5 kwietnia 1857 r. w Waszyngtonie.
Na przełomie lat 1845 – 1846 ustalono skład przyszłych władz powstańczych i strukturę wojskową, ale w lutym 1946 r. zdrada jednego ze spiskowców spowodowała liczne aresztowania w Krakowie wśród organizatorów zrywu. Do aresztowań doszło też we Lwowie i Krośnie. Po tym zdarzeniu w pośpiechu próbowano wyznaczyć nowe kierownictwo i kadry dowódcze, ale były to działania chaotyczne.
Koniecznym elementem sukcesu powstania był liczny udział chłopów. Po analizie poprzedniego zrywu narodowego postawiono to jako jeden z głównych punktów. Organizatorzy powstania krakowskiego chcieli oprzeć go właśnie na włościanach, co korespondowało z demokratycznymi ideami tego zrywu, ale za postanowieniami nie poszła szeroka praca agitacyjna w terenie. W tym przypadku organizatorzy powstania wykazali się zupełną nieznajomością sytuacji społecznej w Galicji i innych częściach ziem polskich.
Chłopi nie chcieli iść do walki ramię w ramię ze szlachtą, a wręcz przeciwnie – zbuntowali się przeciwko polskiemu ziemiaństwu. Ten bunt, zwany w historii rabacją galicyjską lub też rzezią galicyjską, był wyjątkowo krwawy i okrutny. Był to prawdziwy pogrom ziemian. Do pierwszych napadów na dwory doszło 18 lutego, w kolejnych dniach zbrojne gromady chłopów obrabowały i zniszczyły ponad 500 dworów w Galicji. Zamordowano, często w bardzo okrutny sposób, około dwóch tysięcy osób.
Bunty chłopskie wykorzystało tłumiące powstanie wojsko austriackie. W kilku przypadkach w potyczkach z powstańcami brały udział grupy uzbrojonych chłopów. Gdy powstanie krakowskie zostało stłumione i chłopi przestali być potrzebni Austriakom, wojsko siłą przywróciło spokój a przywódca rabacji – Jakub Szela – został internowany, a następnie przesiedlony na Bukowinę.
Dwa lata po wspomnianych wydarzeniach ukazała się książka Antoniego Tessarczyka „Rzeź galicyjska 1846 r.”, która na kilka dziesięcioleci stała się podstawą wiedzy o rabacji galicyjskiej, a także oceny Jakuba Szeli. Przedstawiono go jako człowieka chytrego i mściwego, ale starającego się zachowywać pozory osoby uczciwej: „Był on wysłużonym żołnierzem, a duch wojskowy i w starości nie opuścił go jeszcze i zjednał mu pewną przewagę nie tylko nad członkami swej familii, ale i w całej wsi, a nawet i w całej okolicy. Tak umiał pod swoim płaszczykiem świętoszka i sofistycznej pokory ukryć wszystkie czynności swoje, iż należało go koniecznie uważać za uczciwego człowieka. Całe jego życie było wyrachowane według planu, czego dowiódł niestety w najokrutniejszy sposób w nieszczęśliwej epoce galicyjskiego powstania” - pisał Tessarczyk.
Powstanie krakowskie położyło kres istnieniu Wolnego Miasta Krakowa. Gród Kraka został włączony do zaboru austriackiego, a zaborca przemianował go na Wielkie Księstwo Krakowskie. (PAP)