
Redaktorzy styczniowego numeru miesięcznika „Mówią Wieki” zamiast opisywać jedną z najważniejszych polskich kłótni o historię, oddają głos adwersarzom, którzy toczyli swój spór na ten temat przed 135 laty. Współczesnego czytelnika może zdziwić jego aktualność.
„Zarówno referat Tadeusza Korzona wygłoszony na II Zjeździe Polskiego Towarzystwa Historycznego, jak i błyskawiczna odpowiedź Oswalda Balzera zasługują dziś na uwagę z kilku powodów. Przede wszystkim pokazują, że choć nauka czyni postępy, pewne fundamentalne dylematy pozostają niezmienne. Drugim powodem jest forma. Czasem warto sobie przypomnieć, jak mówili, myśleli i dyskutowani ludzie, którzy kładli podwaliny pod współczesną polską historiografię w czasie, gdy Polska nie istniała” – wyjaśnia w artykule wstępnym Maciej Krawczyk.
Jako pierwszemu redakcja oddała głos Tadeuszowi Korzonowi, który podczas II Zjazdu Historyków Polskich we Lwowie w 1890 roku wygłosił referat pt. „Błędy historyografii naszej w budowaniu dziejów Polski”.
„Że sami nic nie wiemy albo że kłamiemy. I kłamiemy złośliwie, ponieważ urojenia swoje poprzedzamy poniżaniem wielkich dziejopisów dawniejszych (…) >>w imię prawdy dziejowej<<. Cóż to za prawda, która się objawia w najsprzeczniejszych twierdzeniach u dwu historyków jednej szkoły albo nawet u jednego i tego samego historyka w dwu okresach jego zawodu?” – mówił wówczas Korzon.
Dodawał: „Najłatwiej szerzą się słówka jaskrawe, cięte lub sądy uderzające nowością czy oryginalnością o królach i mężach wsławionych; najgłębiej zaś wpadają do duszy wykrycia >>win naszych ojców<<.
„Zaznaczał, że „prawda naukowa musi być jedna i ta sama dla młodych czy dla starych, przy wesołym i smutnym stanie duszy, w upojeniu tryumfu zarówno jak w dniach niedoli i klęski”.
Tadeuszowi Korzonowi odpowiadał na II Zjeździe Historyków Polskich Oswald Balzer: „Niewątpliwie, prawda jest tylko jedna: pewien fakt był albo pomyślnem albo niepomyślnem zdarzeniem dla narodu; pewien król odpowiedział swemu zadaniu albo nie odpowiedział, jedno z dwojga, ale nigdy jedno i drugie. Ale niewątpliwa i to, że ludzkie poznanie prawdy jest ułomne i że środki poznania, jakiemi zwykle rozrządzamy, są niedostateczne.”
Zwracał uwagę, że „oba te czynniki powodują, że choć dotrzeć pragniemy do prawdy, nie zawsze ją osiągamy, że jedni zbliżają się do niej bardziej, inni więcej się od niej oddalają”.
Apelował w polemicznym zapale: „Proszę mi jednak wskazać ten szczęśliwy kraj, gdzie historyografia wypowiedziała już ostatnie swoje słowo, gdzie wszystkie jej rezultaty podać można społeczeństwu jako niewątpliwą prawdę. Dla kogoś, co słyszał zawsze i wierzył w to, że ścieranie się opinij naukowych wychodzi na pożytek nauki, jest to prawdziwą niespodzianką”.
W ocenie Balzera „jednomyślność sądów historycznych możliwą jest tylko w dwóch wypadkach: albo w stadyum najwyższej doskonałości historyografii, albo w stadyum jej upadku”.
„Do najwyższej doskonałości droga jeszcze daleka i trudna; jak na teraz jednomyślność taka byłaby tylko dowodem marazmu naukowego. Co do mnie, wolę tę sprzeczność zdań, która wskazuje, że nasza historyografia nie jest wprawdzie doskonałą, ale przynajmniej żyje, porusza się i kroczy naprzód” - argumentował.
Dla uspokojenia, po ostrych polemikach na temat historiografii i dziejów Polski redaktorzy styczniowego wydania „Mówią Wieki” proponują „wycieczkę” do Budapesztu. Artur Bojarski pisze o rekonstrukcji Wzgórza Zamkowego (Várhegy) w stolicy Węgier. Zapowiada, że zostanie przeprowadzony gruntowny remont i przebudowa baszty Karakas Paszy zbudowanej w epoce tureckiej okupacji. W jej pobliżu zostanie też odtworzony tzw. ogród turecki. „Dodając do tego położone poniżej wzgórza tureckie łaźnie oraz wyremontowane mauzoleum Gül Baby, będzie to spory zestaw pamiątek po Turkach” - czytamy.
Bojarski wyjaśnia, że obecna rekonstrukcja Várhegy obejmuje przede wszystkim gmachy z czasów prosperity cesarstwa Habsburgów. „Wydaje się, że jest to największa tego typu inwestycja w XXI wieku. Zakres prac jest imponujący, a rekonstrukcja nie ma precedensu we współczesnej Europie. Znane nam słynne rekonstrukcje w Dreźnie, Poczdamie czy Berlinie mają skromniejszy wymiar” - ocenia.
W miesięczniku można również przeczytać o egipskich źródłach początku alfabetu. „W XX wieku narodziło się wiele hipotez i teorii o pochodzeniu alfabetu. Najpowszechniejsza wiązała go z Fenicjanami, ale nie dawała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy to oni wynaleźli alfabet. Odgrywali raczej rolę tych, którzy upowszechnili go w basenie Morza Śródziemnego. Dlatego źródeł alfabetu doszukiwano się na Krecie, w fenickim Byblos (dziś na terenie Libanu), w Ugarit w Syrii czy na Synaju. Lata mijały i zagadka została rozwiązana” – przypomina Przemysław Nowogórski, archeolog, z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Nie trzyma czytelnika w napięciu zbyt długo i podaje rozwiązanie zagadki: „Na obecnym etapie badań można stwierdzić, że wynalezienie alfabetu nastąpiło w Egipcie w okresie zwanym Średnim Państwem (2055–1650 p.n.e.) wśród ludności semickiej pracującej w kopalniach na Synaju”.
wnk/