Poznań, czerwiec 1956 r. Czołg przed Oddziałem Narodowego Banku Polskiego w Alejach Karola Marcinkowskiego. Fot. PAP/Wojciech Kondracki
Po Poznańskim Czerwcu 1956 r., było chyba najbliżej w całej powojennej historii Polski do zbrojnej interwencji sowieckiej - powiedział PAP historyk i politolog prof. Paweł Stachowiak z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ekspert zaznaczył, że robotniczy bunt przyspieszył zmianę władzy.
28 czerwca 1956 r. robotnicy poznańskich Zakładów Cegielskiego, wówczas Zakładów im. Stalina, podjęli strajk generalny i zorganizowali demonstrację uliczną, krwawo stłumioną przez milicję i wojsko. Życie straciło wówczas, według ustaleń wciąż trwającego śledztwa, 58 osób, a setki zostało rannych.
W rozmowie z PAP prof. UAM dr hab. Paweł Stachowiak z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa zaznaczył, że krótkoterminowo - według intencji ówczesnych władz - brutalne spacyfikowanie poznańskich protestów w 1956 r. miało uspokoić sytuację w kraju.
- Myślano, że tak krwawa i radykalna reakcja doprowadzi do efektu mrożącego. Ale stało się dokładnie odwrotnie. Poznań raczej przyspieszył pewne zmiany. Co najważniejsze, uświadomił ówczesnym elitom partyjnym, że jeśli nie zrobią czegoś istotnego, to protesty takie jak w Poznaniu wybuchną też w innych miastach - powiedział badacz.
Jak wyjaśnił, władze komunistyczne postanowiły dokonać swoistej „ucieczki do przodu” by uspokoić nastroje społeczne. - Miało to być zrobione w taki sposób, by społeczeństwo uznało, iż nie trzeba się buntować, bo władza sama się reformuje. Stąd zrealizowany z sukcesem wariant powrotu Władysława Gomułki - wskazał politolog.
- W tamtym okresie, po Poznańskim Czerwcu, było chyba najbliżej w całej powojennej historii Polski do zbrojnej interwencji sowieckiej w naszym kraju. Właściwie ona się wówczas zaczęła. Mówimy o jesieni 1956 r. Niewiele brakowało, a radziecka interwencja na Węgrzech byłaby powtórką działań sowieckich w Polsce - ocenił naukowiec.
- 19 października, kiedy zaczynały się obrady VIII Plenum KC PZPR i kiedy Gomułka miał być wybrany na miejsce I sekretarza Edwarda Ochaba, okazało się, że na warszawskim lotnisku na Bemowie zupełnie niezapowiedzianie lądują sowieckie samoloty. Na ich pokładach przybył Nikita Chruszczow i właściwie cała czołówka wojskowo-polityczna ZSRR. Jednocześnie pojawiły się informacje, że z radzieckich garnizonów na zachodzie Polski wyruszyły kolumny pancerne i skierowały się na Warszawę - opisał prof. Stachowiak.
Dodał, że wojska radzieckie zostały wstrzymane około 45 km od stolicy, po rozmowach m.in. Gomułki, Ochaba i Józefa Cyrankiewicza z Chruszczowem i jego współpracownikami.
- Długo nie było dostępnych żadnych zapisów z tych rozmów, które miały miejsce w Belwederze w Warszawie. Zostały one ujawnione znacznie później. Ta dramatyczna rozmowa trwała całą noc. Gomułka wytknął obecnemu na spotkaniu Mołotowowi, że swego czasu powiedział o Polsce, jako „pokracznym bękarcie traktatu wersalskiego”. Ostatecznie Chruszczow dał się przekonać, że należy dać szansę Gomułce. Przywódca ZSRR nie chciał interwencji w Polsce, bo - po przykładzie walk w Poznaniu - zdawał sobie sprawę, jaki byłby to dramat, pewnie dużo większy i bardziej krwawy niż to, co chwilę później stało się na Węgrzech- ocenił badacz.
Dodał, że w przypadku sowieckiej interwencji istotna część wojska polskiego mogłaby opowiedzieć się przeciwko ZSRR. - Chruszczow tego nie chciał i dał warunkową zgodę na objęcie stanowiska przez Gomułkę. Warunkową w tym znaczeniu, że nowy I sekretarz KC PZPR w ciągu kilku tygodni miał sobie poradzić z radykalnymi nastrojami w Polsce. Okazało się, że radził sobie przez ponad dekadę - wskazał prof. Stachowiak.
- To, że Poznański Czerwiec to jeden z pierwszych polskich zrywów prowadzących do „Solidarności”, a potem do 1989 roku, to oczywiście truizm, ale powinien być przypominany - zaznaczył naukowiec.
Dodał, że, mimo iż w Polsce po 1945 r. zdarzały się różnego rodzaju strajki, to jednak nie miały one takiej skali jak w Poznaniu w 1956 r. Podkreślił przy tym, że walkę podziemia antykomunistycznego i Żołnierzy Wyklętych po 1945 r. należy traktować w innych kategoriach, raczej jako „przedłużenie okresu wojny”.
- Natomiast takich wydarzeń, jakie miały miejsce w Poznaniu w czerwcu 1956 r. nie było. Choćby dlatego, że przecież od roku 1949, do nawet 1955, mieliśmy w Polsce czas twardego, niesłychanie represyjnego stalinizmu, który objawiał się między innymi tym, że nawet, jeśli społeczeństwo odczuwało boleśnie rządy komunistyczne, to nie miało w sobie tej odwagi, która się pojawiła w czerwcu 1956 r. - powiedział.
Zaznaczył, że wydarzenia Poznańskiego Czerwca nastąpiły w momencie, gdy należało się spodziewać tego typu wystąpień przeciwko władzy.
- Wtedy w Polsce mieliśmy do czynienia z klasyczną sytuacją rewolucyjną. Z jednej strony było załamanie gospodarcze, które dotknęło bardzo wielu zwykłych ludzi, w szczególności robotników. Z drugiej strony był kryzys aparatu władzy po słynnym referacie Chruszczowa na początku 1956 r. Po wielu zmianach, które nazywamy często odwilżą, represyjność władzy spadła. Mówiąc w skrócie ludzie zaczęli się mniej bać - zaznaczył.
Historyk podkreślił, że mniejszy strach i potęgujące się niezadowolenie społeczne to „prosty przepis na bunt”. Jednocześnie dodał, iż ówczesne władze komunistyczne zadziwiająco nie zdawały sobie sprawy z zagrożenia.
Prof. Stachowiak zwrócił także uwagę, na różnice pomiędzy Poznańskim Czerwcem, a późniejszymi polskimi zrywami np. z 1976 r. czy 1980 r.
- W Poznaniu mieliśmy walki uliczne, w których obie strony były uzbrojone w broń palną. We wszystkich późniejszych buntach były demonstracje, były strajki, ale nie było walk ulicznych o takiej intensywności. Wydarzenia w Poznaniu działy się 12 lat po Powstaniu Warszawskim, więc było jeszcze wielu ludzi, którzy pamiętali tamten zryw. W 1956 r., podczas walk na poznańskich Jeżycach - które były najbardziej intensywne - biegały trójki dziewcząt. Każda z nich miała opaskę z kotwicą Polski Walczącej. Przedstawiały się, jako służba sanitarna Polski Walczącej. Może dlatego do dziś niektórzy nazywają te wydarzenia powstaniem - powiedział historyk.(PAP)