Polski cmentarz wojenny w Katyniu. Fot. PAP/Wojciech Pacewicz
Aleksandra Poliwanowa z rosyjskiego Stowarzyszenia Memoriał powiedziała PAP, że polskie miejsca pamięci w Rosji są wśród tych, które po 2022 roku ucierpiały najbardziej. Zdaniem działaczki propaganda nie tyle ukrywa sowieckie represje, co stara się stworzyć wrażenie, że prawdy o nich nie ustalono.
- Sądzimy, że w lutym 2022 roku (początek inwazji rosyjskiej na Ukrainę - PAP) zaczął się zupełnie nowy etap w polityce państwa (rosyjskiego - PAP) dotyczącej miejsc związanych z sowieckim terrorem i, ogółem, pamięci o terrorze sowieckim - powiedziała Poliwanowa. Zauważyła jednak, że państwowa polityka historyczna przygotowywała się do tego już wcześniej.
- Jednocześnie, bardzo ciekawe jest przyglądanie się, jak reaguje społeczeństwo. Reaguje ono znacznie sympatyczniej niż państwo - zauważyła działaczka, dodając, że „jest bardzo dużo inicjatyw oddolnych związanych z pamięcią”.
Aleksandra Poliwanowa mieszka dziś poza Rosją. Memoriał od wiosny 2022 roku prowadzi bazę danych i monitoruje to, co dzieje się z miejscami pamięci o terrorze sowieckim. - Na pewno polskie miejsca są wśród tych, które ucierpiały najbardziej – polskie, litewskie (jednak litewskich jest w zasadzie po prostu mniej, niż polskich) i fińskie - powiedziała Poliwanowa. W tym czasie Memoriał zarejestrował 21 przypadków zbezczeszczenia polskich pomników w różnych regionach Rosji.
- Oczywiście to nie zaczęło się 24 lutego (2022 roku) - podkreśliła Poliwanowa. Przypomniała, że jeszcze w 2020 roku usunięte zostały tablice pamiątkowe z gmachu uczelni medycznej w Twerze. Jedna z tablic upamiętniała ofiary zbrodni katyńskiej - jeńców obozu w Ostaszkowie, rozstrzelanych w tym budynku (wówczas siedzibie NKWD) wiosną 1940 roku. Druga upamiętniała rosyjskie ofiary represji.
Po 2022 roku zaczęła się, jak powiedziała Poliwanowa, eskalacja takich działań. - W wielu miastach pomniki zostały po prostu praktycznie usunięte, zdemontowane. (...) Pomnik polskich zesłańców usunięto w Buriacji; pomniki, polski i litewski, usunięto w Piwowarisze, w obwodzie irkuckim. (Dalsze miejsca to - PAP) Pietrozawodsk, Workuta, Petersburg, Szlisselburg, Galaszor, Jakuck, Tomsk, Biełostok w obwodzie tomskim - wyliczyła działaczka. Najnowszym przypadkiem było usunięcie z Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu płaskorzeźby Orderu Virtuti Militari oraz Krzyża Kampanii Wrześniowej w listopadzie 2025 roku. Kilka miesięcy wcześniej to samo uczyniono w Miednoje.
Poliwanowa zauważyła, że niszczone pomniki upamiętniały ofiary zbrodni całkowicie różnych: zabitych w Katyniu polskich jeńców wojennych, polskich zesłańców, ofiary „operacji polskiej” NKWD, które były obywatelami sowieckimi. - Są to oczywiście zupełnie różni ludzie, różne losy i różne pomniki. To jednak nie ma teraz znaczenia dla tych, którzy te pomniki niszczą - zaznaczyła.
Działaczka wskazała, że ogółem pomniki „narodowe” (grup narodowościowych - PAP) są poszkodowane w większym stopniu niż pomniki „uniwersalnych” ofiar represji. Celowo atakowane są pomniki międzynarodowych zbrodni popełnionych przez władze sowieckie. Oddzielnym tematem jest to, co dzieje się z pomnikami na terytoriach okupowanych Ukrainy. Rosja usuwa tam pomniki ofiar represji i Wielkiego Głodu.
Jedną z przyczyn tych działań jest, zdaniem działaczki Memoriału, niezdolność do uznania zbrodni międzynarodowych popełnionych przez władzę sowiecką. Poliwanowa widzi w tym, z jednej strony, kontynuację propagandy sowieckiej, która ukrywała operacje narodowe NKWD przeciwko różnym grupom narodowościowym w latach 30., ponieważ Związek Sowiecki miał wizerunek kraju internacjonalistycznego i walczącego z faszyzmem. - Po drugie (...) zbrodnie międzynarodowe to większe tabu niż zbrodnie wewnętrzne, dlatego że jest to coś, o co można oskarżyć Związek Sowiecki, Rosję. Z tego powodu mówić o Katyniu jest w Rosji trudniej, a nawet bardziej niebezpiecznie. Zbrodnia katyńska bardzo irytuje rosyjską narrację państwową - powiedziała Poliwanowa.
Przypomniała, że po lutym 2022 roku nasilił się proces demontażu pomników żołnierzy sowieckich w krajach, które kiedyś znajdowały się w strefie wpływów ZSRR. - W odpowiedzi na to w Rosji usuwane są także te pomniki narodowe. Jest to strasznie cyniczne, dlatego że Rosja sama przyznaje, że pomniki żołnierzy sowieckich, które stały w wielu krajach, nie były pomnikami konkretnych ludzi. Był to po prostu oręż propagandy, mający zaznaczyć terytorium i wpływy - powiedziała działaczka.
Przypomniała, że władza sowiecka ukrywała represje i im zaprzeczała. - (Obecnie - PAP) ukrywanie jest już niemożliwe, po latach 90. XX wieku wszyscy już wiedzą, co się działo. Można jednak, częściowo jest to taki fake news, stworzyć pewne pole niepewności: „Może tak, a może nie”. Nikt nie mówi jasno, (przywódca Rosji Władimir) Putin ani razu nie powiedział, że „polskich oficerów na pewno w Katyniu rozstrzelali naziści”. Ale wszyscy mówią: „Nie wiadomo dokładnie, są takie dane, są inne, jest wersja (Nikołaja) Burdenki (komisja pod jego przewodnictwem miała udowodnić, że zbrodni katyńskiej dokonali naziści - PAP), jego śledztwo. Może prawda jest taka, a może inna, dokładnie nie wiemy. To było dawno i nie wiadomo”. Celem jest, by ludzie czuli niepewność, nieufność i (mieli poczucie - PAP), że (...) prawda nie istnieje - relacjonuje Poliwanowa.
- Nie jestem specjalistką od propagandy państwowej, ale wydaje mi się, że pewne tego rodzaju praktyki narracji wykorzystywane są w obecnej wojnie (przeciwko Ukrainie - PAP). (Na przykład) takie, że „w Buczy (gdzie wiosną 2022 roku doszło do masakr cywilów ukraińskich - PAP) jest wersja, że to żołnierze rosyjscy (odpowiadają za masakry - PAP), a jest wersja, że to sami Ukraińcy, i trzeba jeszcze to zbadać i powinny być dowody, kto to zrobił” - opisała Poliwanowa. Chodzi o to, „aby odbiorca, czytelnik, widz nie miał możliwości wyrobienia sobie logicznego, zorganizowanego i krytycznego obrazu”.
Anna Wróbel (PAP)
awl/ akl/