Ława oskarżonych w Procesie Norymberskim. Zbiory National Archives and Records Administration, na lic. Wikimedia Commons
Norymberga była symbolem rozliczenia zbrodniarzy, ale i efektem politycznego kompromisu; uczy nas to, że skuteczność międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości zależy także od politycznej woli państw - oceniła w rozmowie z PAP Dominika Uczkiewicz z Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami Instytutu Pileckiego.
- Przez wiele dekad po wojnie historia procesu norymberskiego była znana i opowiadana w myśl dominującej narracji wielkich mocarstw i państw zachodnich. Dziś wyraźnie widać potrzebę zmiany perspektywy, włączenia dotychczas nieobecnych czy marginalizowanych głosów, w szczególności państw Europy Środkowo-Wschodniej - przekonuje Uczkiewicz.
Ekspertka Instytutu Pileckiego przypomniała, że Karta Trybunału Norymberskiego, a wraz z nią definicje zbrodni międzynarodowych, opracowane zostały latem 1945 r. w Londynie przez reprezentantów Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. Sędziami i prokuratorami, występującymi przed Trybunałem, mogli być, zgodnie z postanowieniami Karty, wyłącznie przedstawiciele tych czterech państw.
- Dlatego „twarzami” Norymbergi są prawnicy amerykańscy czy brytyjscy, jak Robert J. Jackson czy Telford Taylor, a nieznany jest dorobek prawników z Polski czy Czechosłowacji, którzy już w czasie wojny inicjowali na forum międzynarodowym współpracę na rzecz karania zbrodniarzy. To dzięki polskiemu i czechosłowackiemu rządowi na emigracji w styczniu 1942 r. ogłoszono w Londynie Deklarację z Pałacu św. Jakuba o karaniu zbrodniarzy wojennych, a w grudniu tego samego roku, na podstawie noty ambasadora Raczyńskiego, państwa alianckie ogłosiły Deklarację o prześladowaniu Żydów przez III Rzeszę - przypomniała Uczkiewicz.
Rozmówczyni PAP podkreśliła, że pojęcia zbrodni przeciwko ludzkości, zbrodni wojennej oraz zbrodni agresji „były definiowane przez prawników” z Europy Środkowej, co „miało też swój wydźwięk po wojnie w procesach po wschodniej stronie żelaznej kurtyny”. W Polsce dotyczy to przede wszystkim procesów przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, w których osądzono zbrodniarzy odpowiedzialnych za systemowe zbrodnie w okupowanej Polsce, m.in. Artura Greisera, Amona Goetha, Ludwika Fischera czy Rudolfa Hoessa.
- Jeśli chodzi o „polskie głosy” w Norymberdze, bez wątpienia najważniejszą i najbardziej znaną postacią jest Rafał Lemkin - oceniła ekspertka Instytutu Pileckiego.
- Był najbliżej głównych oskarżycieli jako doradca Jacksona i amerykańskiego zespołu prokuratorskiego, przez co miał możliwość dostarczania dowodów dotyczących całego systemu okupacji Trzeciej Rzeszy w Europie. Zwracał uwagę na ten systemowy charakter zbrodni nazistowskich, oczywiście też promując swoją koncepcję zbrodni ludobójstwa. Punkt ciężkości kładziony jest w niej na celowe i systemowe eksterminowanie grup czy jednostek ze względu na ich przynależność do danej grupy - wyjaśniła rozmówczyni PAP.
W ocenie Uczkiewicz misja Lemkina „nie została do końca spełniona”. Polski prawnik uważał za „osobistą porażkę to, że ludobójstwo, jako czwarty punkt oskarżenia czy osobna kategoria zbrodni w rozumieniu prawa międzynarodowego, nie zostało uwzględnione w Karcie Norymberskiej ani wyroku Trybunału”. Niemniej - zastrzegła Uczkiewicz - warto pamiętać, że prokuratorzy amerykańscy i brytyjscy posługiwali się terminem zbrodni ludobójstwa w akcie oskarżenia oraz w trakcie przesłuchań. Używali go jednak jako „terminu opisowego, a nie definicji nowego typu zbrodni”.
Jak zauważyła badaczka, latem 1945 r., kiedy zapadały decyzje o sposobie zorganizowania powojennego świata, Polska nie była reprezentowana na kluczowych konferencjach. Równocześnie zbrodnie popełnione podczas wojny w Polsce nie były centralnym punktem zainteresowania prokuratorów.
- Jesienią 1945 r. podjęto decyzję o utworzeniu polskiej delegacji, która ma pojechać do Norymbergi, by złożyć w imieniu rządu polskiego akt oskarżenia przed Trybunałem Wojskowym w Norymberdze i starać się wpływać na przebieg procesu. Mimo różnic między władzami emigracyjnymi w Londynie a Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej i później rządem w Warszawie, to materiały dowodowe, na podstawie których Manfred Lach i Mieczysław Szerer zredagowali polski akt oskarżenia, zostały w znacznej większości zgromadzone przez władze emigracyjne w czasie wojny. W akcie oskarżenia złożonym przez Polskę znalazły się m.in. bardzo szczegółowe dane dotyczące obozów koncentracyjnych, niszczenia dóbr kultury, prześladowania inteligencji, pracy przymusowej, zagłady polskich i europejskich Żydów - wyjaśniła ekspertka Instytutu Pileckiego.
Jak zaznaczyła, członkowie polskiej delegacji tłumaczyli i pomagali w wyborze licznych dokumentów wykorzystanych w procesie. - Stanisław Piotrowski dokonał wyboru fragmentów dziennika Hansa Franka, które mogły służyć za punkty odniesienia podczas przesłuchań. Dzięki staraniom polskich delegatów w procesie norymberskim zeznawało dwoje polskich świadków, Seweryna Szmaglewska i Samuel Rajzman, byli więźniowie obozów koncentracyjnych, którzy zostali przesłuchani na początku marca 1946 r. - przypomniała Uczkiewicz.
W ocenie ekspertki Trybunał Wojskowy w Norymberdze, „mimo że był to trybunał ad hoc, powołany do osądzenia konkretnej grupy zbrodniarzy w konkretnych okolicznościach politycznych, stanowił wzorzec i symbol rozliczenia sprawców zbrodni międzynarodowych”. Zarazem był „kompromisem politycznym, który wykluczał aktywny udział w procesie krajów najbardziej poszkodowanych i, być może, nie na wszystkie ofiary i typy zbrodni zwracał uwagę”. - Nie uwzględniał w ogóle zbrodni komunistycznych czy zbrodni Związku Radzieckiego i, być może, uniemożliwił skazanie sprawców zbrodni międzynarodowych popełnionych przez Związek Radziecki - przyznała Uczkiewicz.
- Norymberga pokazuje, że warunkiem międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości jest, prócz dokumentacji zbrodni, także polityczna zgoda. Widzimy współcześnie, na przykładach toczących się wojen, że dla efektywnego działania międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości potrzebne są nie tylko normy prawne czy instytucje, ale też wola polityczna. Niezbędna jest zgoda co do celów, jakie mają być osiągnięte oraz wartości, które podlegają bezwzględnej ochronie - podsumowała badaczka Instytutu Pileckiego.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ rtt/

