"Okrągły Stół. Moment przejścia" - wystawa w Muzeum Historii Polski. Fot. PAP/Tomasz Gzell
5 kwietnia 1989 r. zakończyły się obrady przy Okrągłym Stole. Zanim mebel stał się symbolem trzeba było się zmierzyć z trudnym problemem: czasu na jego wykonanie było bardzo mało, a rozmiary nietypowe.
Trwające dwa miesiące rozmowy przedstawicieli władz i solidarnościowej opozycji obrady Okrągłego Stołu przeszły do historii, bo w systemie komunistycznym nikt wcześniej czegoś takiego nie próbował. Komuniści – zarówno ci w Moskwie, jak i w satelickich krajach – nie zawdzięczali swojej władzy demokratycznym wyborom, i nie zamierzali z nikim nią się dzielić. Władysław Gomułka w Polsce powiedział to wprost zaraz po wojnie: raz zdobytej władzy nie oddamy.
Pieriestrojka Gorbaczowa w ZSRR i chroniczny kryzys gospodarczy u siebie skłoniły jednak ekipę Wojciecha Jaruzelskiego do zmiany. W kierownictwie PZPR nikt nie miał zamiaru oddawać władzy, ale liczono na to, że opozycję uda się namówić do poparcia niepopularnych reform.
Część opozycji samą myśl o negocjacjach ze znienawidzonymi „komuchami” uważała za zdradę ideałów, ale w otoczeniu Lecha Wałęsy przeważył pogląd, że trzeba próbować ugrać tyle, ile tylko można – na początek zgodę na legalne działanie „Solidarności”.
Nie jest do końca jasne, kto pierwszy użył określenia Okrągły Stół w kontekście tych obrad.
Najczęściej historycy przypisują je generałowi Czesławowi Kiszczakowi. Warto jednak zaznaczyć, że już w czerwcu 1988 roku, podczas VII Plenum KC PZPR, gen. Wojciech Jaruzelski użył tego sformułowania, choć w zupełnie innym, znacznie węższym kontekście. Mówiąc o pracach nad nową ustawą o stowarzyszeniach, stwierdził: „Uważamy za celowe spotkanie «okrągłego stołu» reprezentantów szerokiej gamy istniejących i inicjowanych stowarzyszeń”.
Dopiero propozycja Kiszczaka z 26 sierpnia 1988 roku nadała temu sformułowaniu znaczenie, w jakim przeszło do historii. W wystąpieniu telewizyjnym oświadczył: „Zostałem upoważniony (...), aby odbyć w możliwie szybkim czasie spotkanie z przedstawicielami różnorodnych środowisk społecznych i pracowniczych. Mogłoby ono przyjąć formę «okrągłego stołu»”.
Już od października 1988 roku trwały szczegółowe przygotowania do tej dużej, także logistycznie, operacji. Zadania formalno-organizacyjne powierzono PRON-owi, czyli Patriotycznemu Ruchowi Odrodzenia Narodowego. Była to organizacja pozornie niezależna od partii, a faktycznie ściśle z nią powiązana i realizująca wszelkie zapotrzebowania z góry, w tym także zadania o charakterze technicznym. Taki fasadowy podział zadań miał tworzyć wrażenie, że w PRL istnieje pewna swoboda polityczna.
Jak wspominają pracownicy Zakładów Wytwórczych Mebli Artystycznych w Henrykowie, z oficjalnym zleceniem na wykonanie specjalnego stołu miał się zgłosić do ich przedsiębiorstwa dyrektor biura Rady Krajowej PRON Aleksander Pęszka. Początkowo stół planowano dla około 60 osób, ale w trakcie prac zmieniono wytyczne i ostatecznie musiało się przy nim znaleźć miejsce dla 90. Było to nie lada wyzwanie dla konstruktorów.
Nowy projekt zakładał, że stół będzie miał prawie 8,5 metra średnicy, będzie podzielony na 14 zestawianych ze sobą części. Wykonanie mebla o takich rozmiarach było przedsięwzięciem nietypowym jak na standardy zakładu.
Na olbrzymie rozmiary stołu zwracali uwagę również zebrane przy nim osoby, i zdarzało się, że z tego żartowały. Zachowało się nagranie, na którym taki żart utrwalono:
„Dlaczego okrągły stół ma aż osiem metrów?” – pada pytanie, a po chwili słychać odpowiedź: „Bo rekord w pluciu na odległość wynosi zaledwie pięć metrów”.
Dowcip został skwitowany wybuchem śmiechu, ale pracownikom zakładu stolarskiego – gdy dowiedzieli się o zamówieniu – wcale nie było wesoło. Nie trzeba było skomplikowanych obliczeń, żeby się zorientować że na wykonanie okrągłego stołu jest bardzo mało czasu. Stół należało wykonać w ciągu zaledwie trzech tygodni, a – jak wyjaśniał jeden z pracowników – zmontowanie takiego mebla wymagałoby czterech miesięcy.
Z powodu napiętego harmonogramu zdecydowano się na pewne kompromisy. Jeden z nich polegał na tym, że polakierowano jedynie blat stołu. Kolejne ustępstwo dotyczyło nóg – wykorzystano takie, na które nie trzeba było czekać, więc w poszczególnych segmentach nogu są z różnych „parafii”.
Większość prac wykonywana była ręcznie, w kilkuosobowych zespołach.
Kiedy wydawało się, że mebel jest już gotowy, przewieziono go do pałacu w Jabłonnie, bo tam pierwotnie miały odbywać się obrady. Wtedy okazało się, że po raz kolejny plany uległy zmianie. Tym razem postanowiono przenieść obrady do Pałacu Namiestnikowskiego, aby z jednej strony nadać całemu wydarzeniu większą rangę, z drugiej – ułatwić logistykę oraz zapewnić zaplecze organizacyjne. Nie bez znaczenia było również to, że pałac przy Krakowskim Przedmieściu był łatwiej dostępny dla dziennikarzy, na co szczególnie zwracała uwagę strona opozycyjna, obawiając się jakichś machlojek władzy.
Łączny koszt wykonania oraz montażu okrągłego stołu zamknął się w kwocie 3,826 mln zł ( średnia miesięczna pensja wynosiła w tamtym czasie 53 090 zł.
Przy zmontowanym tak dużym nakładem sił i środków stole wszyscy uczestnicy rozmów spotkali się zaledwie dwa razy: na początku i na zakończeniu obrad.
Pozostałe narady odbywały się w mniejszych gronach, tak zwanych „stolikach” dotyczących konkretnych zagadnień, np. szkolnictwa czy gospodarki.
Po zakończeniu obrad stół nie zniknął jednak w magazynach niczym zwykły mebel. Dość szybko zaczął funkcjonować jako symbol przełomu, materialny ślad rozmów, które doprowadziły do zmian ustrojowych. Dla wielu Polaków pozostaje też znakiem swoich czasów czy wręcz synonimem przemian i dlatego m.in. autorzy „Praktycznego słownika współczesnej polszczyzny” pod redakcją prof. Haliny Zgółkowej, dopuszczają pisownię wydarzenia zwanego Okrągłym Stołem wielką literą.
Przez lata stół był eksponowany w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. W grudniu 2025 r. został jednak stamtąd wyniesiony i od 13 lutego 2026 r prezentowany jest w Muzeum Historii Polski, w ramach wystawy „Okrągły Stół. Moment przejścia”.
Dzięki temu każdy może obejrzeć historyczny mebel z bliska, a przy okazji dowiedzieć się, co się przy nim działo w 1989 r. Muzealnicy przygotowali multimedialną prezentację i zorganizowali spotkania i wykłady. Na 9 kwietnia zaplanowano wykład prof. Antoniego Dudka. (PAP)
autor: Marta Panas-Goworska
mpg/ jkrz/



